Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą książki

osioł

Zatem pierwsze, co zrobiłam z rana w ramach terapii to spisałam na kartce wszystko to, co powinnam zrobić dzisiaj. Drobiazgowo, metodycznie, bezwzględnie, czarnym bic'em w kratkach kartki z notatnika. Bieżące, zaległe, no i niepobożne chciejstwa chwili, że fajnie by było zrobić, choć pojęcia nie mam po co, ale zwyczajnie mi się wydaje, że tak. Następnie, już po śniadaniu, po którym nawet nie chciało mi się posprzątać, chociaż to było ujęte w planie w zgrabny punkt, usiadłam na sofie i z premedytacją zaczęłam robić wszystko inne, byle nie z listy. Na pierwszy ogień poszło ... czytanie. Wytrwam w tym. Konsekwentna będę, twarda. Nie będzie mnie jakaś lista wstrętna terroryzować przecież. Położyłam sobie na niej zakładkę, a sama przybieram wymyślne pozy na sofie, obłożona poduszkami, czasem finezyjnie kocem przykryta lazurowym, w zależności od potrzeb i ... czytam po prostu. Jestem po prostu. Wartownika poszłam postawić, bo wstyd przyznać - zaległy był. Osioł ze mn...

"Czarownice z Salem Falls" Jodi Picoult

Śledziłam wątek powieściowy, połykałam słowa, zdania, kartki, no i proszę – dałam się wciągnąć i oszukać. Mi także się zdawało tak przez ponad połowę książki, że chodzi o to, czy Jack wygra w sądzie, czy przegra. Bo że Allie go kocha, to było niemal fizycznie czuć, że jego obrońca usłyszy w końcu upragnione „tak” od kobiety swojego życia, tego też można się domyśleć. Że narrator w drobiazgowości swojej wypełnia nam oczekiwanie na werdykt dykteryjkami a to o życiu rodziców głównego bohatera, a to o matce Gillian, wspomina sobie stare dzieje samego Jacka, to wiadomo – jak to narrator – ma prawo. A że inni kłamią, wiadomo, każdy ma swoje polowanie, swoje cele, rany i przynęty. I sam wyznacza swoje ofiary. Ale wraz ze spadającymi kosmykami włosów Gillian, obcinanymi przez nią samą desperacko i byle jak, a zwłaszcza po usłyszeniu tych jej kilku słów, które wyszeptała sama do siebie i to tak, nie prawie narrator się nie zorientował, a – jestem prawie pewna – korekta niemal nie usunęła jako...

"Linia życia" Jodi Picoult

Kolejna książka Jodi Picoult, którą przeczytałam z niemałym zainteresowaniem, doszukując się oczywiście drugiego dna, ukrytych tajemnic, starając się przewidzieć zwroty akcji. A tymczasem – nic takiego nie udaje się znaleźć, żadnych niesamowitości. To tylko na rysunkach Paige z cieni niekiedy wyczytać można nieznane historie dotyczące portretowanej przez nią osoby, jej myśli, czasem okruchy przeszłości czy niezrealizowanych planów. Ale sama historia Paige i Nicholasa, a potem także ich wspólna droga, jest w zasadzie przewidywalna. Niepewna siebie dziewczyna, opuszczona przez matkę we wczesnym dzieciństwie, popełnia w młodości kilka błędów. Tak bywa przecież – niektórzy mają mniej szczęścia niż inni. Zatem mała Paige pozwala innym ludziom kierować swoim życiem, a to rzadko kiedy przynosi szczęście na dłuższą metę. Nic dziwnego, że jak już się zaplącze, jej jedynym sposobem na radzenie sobie w chwilach naprawdę podłych jest ucieczka. Szkoda tylko, że prawie za każdym razem nic jej ona...

"W naszym domu" Jodi Picoult

Im więcej powieści Jodi Picoult czytam, tym bardziej przekonuję się, że jej powieści nie kończą się z chwilą przerzucenia ostatniej kartki. Zostają we mnie, prowokują i wcale nie jest po nich łatwo przejść do następnej pozycji. Akcja w powieści „W naszym domu” toczy się leniwie i niby też, jak to zwykle bywa w utworach tej autorki, prawie wszystko wiadomo już od początku. Kilkanaście stron i już wiemy kto jest kim i gdzie może być problem. Dzielna zdesperowana samotna matka, dwóch synów, w tym starszy ze specyficznymi zaburzeniami w zakresie kontaktów społecznych, z tzw. Zespołem Aspergera, o którym to schorzeniu wiele się można z książki dowiedzieć. Widzimy ich codzienność, trudności i radości, zwycięstwa i porażki. W sumie nic nie jest czarno-białe, nie ma stereotypów, łatek itd. Potem następuje zdarzenie, od którego pytania narastają. Mierzą się z nimi nie tylko bohaterowie, ale i czytelnik. W sumie szybko się domyśliłam, w jakich okolicznościach zginęła prywatna instruktorka umi...

"Deszczowa noc" Jodi Picoult

„Deszczowa noc” to powieść o miłości, ale szczególnej, takiej do granic pojmowania. Jak u Picoult, historie bohaterów przenikają się ze sobą i chociaż nie mamy tutaj „rozdziałowego” przemieszania narracji, wątek powieściowy nie jest snuty jednotorowo. O tym, że Jamie kochał żonę i ją „zabił z miłości” dowiadujemy się już na początku. Z pozoru wydaje się, że wątek tego zabójstwa/morderstwa/aktu miłosierdzia (u Picoult nic nie jest jednoznaczne) będzie głównym wątkiem powieści. A tymczasem stanowi co prawda pierwszy plan historii, ale najważniejszym tematem powieści nie jest. Jak rozkłada się uczucie w związku? Zawsze stanowi 100% i rzadko rozkłada się równomiernie pomiędzy partnerów. Czasem mąż kocha bardziej, czasem żona, niekiedy te proporcje ulegają zmianie na skutek wydarzeń, jakie rozgrywają się w związku lub poza nim, wywierając jednak wpływ na tak zwane pożycie. Moim zdaniem, a w każdym razie tak właśnie czytałam „Deszczową noc”, główne pytanie powieści brzmi: Co to znaczy k...

"Pół życia" Jodi Picoult

Zrobiłam to celowo – zaraz po „Głosie serca” z 1992 r. przeczytałam właśnie „Pół życia” z 2012 r. Najpierw debiut i zaraz potem - jedna z najnowszych książek. Lubię tak robić, gdy poznaję twórczość dopiero odkrytego autora. Chcę wiedzieć, skąd startujemy i dokąd póki co doszliśmy, a twórcze dojrzewanie, czyli cały „bolesny” środek, etapy kształtowania się głosu autora, jego stylu i wybór przez niego tematów, zostawiam sobie na deser. Nie ma po co zmieniać schematu, który działa. W zasadzie „schemat” to złe słowo, chodzi bardziej o metodę prezentacji, sposób na wciągnięcie czytelnika w wir opowiadanej historii. W powieściach Jodi rzeka fabuły nie płynie jednym korytem. Mamy możliwość zwiedzać wszelkie meandry historii, mamy okazję oglądać tę literacką rzekę z pozycji głównych bohaterów, z każdej strony po kolei. Nie ma wszechwiedzącego narratora, który określa, co jest prawdą w świecie przedstawionym. Głos zabierają bezpośrednio bohaterowie, dlatego pytanie o prawdę nigdy nie pada. Bo...

"Przyjaciółka z młodości" Alice Munro

Przyznam, że mam problem z tą pozycją, taki rodem z Gombrowicza. Bo jak ma zachwycać, jak ... no właśnie – nie bardzo zachwyca, choć czuję, że powinno. "Przyjaciółka z młodości" to zbiór dziesięciu opowiadań, całkiem zgrabnie napisanych, miejscami wciągających, z wyrazistymi bohaterami, nietuzinkowymi emocjami, ściśle osadzonych w określonych realiach, rzeczywistych i prawdopodobnych. Czytając ma się jednak wrażenie, że są one wspomnieniami o osobach niegdyś znanych bardziej. Cały czas miałam takie odczucie, jakbym trzymała w dłoniach pudełko zdjęte właśnie z szafy, przewiązane zakurzoną wstążką, tylko symbolicznie broniące dostępu do dziesięciu fotografii. Podobne opowiadania snują się same podczas oglądania zdjęć z młodości, gdzie wspomnienie przeszłości miesza się z wiedzą o tym, co się stało z bohaterami później. Gdy się dostatecznie długo przytrzyma zdjęcie w dłoni, oprócz ogarniającej nas zadumy, dostrzeżemy wyraźnie uchwycone w kadrze detale. Zatem obejrzałam te ...

"Druga miłość" Anita Shreve

Wyobrażam sobie, że można na tę powieść popatrzeć jak na leniwie opowiedzianą nudną historię pewnego ślubu, który odbywa się w pensjonacie w obecności kolegów i koleżanek sprzed lat. On, Pan Młody, zostawił żonę, ona, Panna Młoda, ma raka i może ze dwa lata życia przed sobą. Blisko 30 lat temu omal nie ślubowali sobie miłości. Wtedy nie wyszło. Potem każde miało swoje życie, które doprowadziło ich do szkolnego zjazdu. Wróciły wspomnienia, pojawił się żal o stracone lata, a także – brawura, naiwność, odwaga? - by zmienić decyzję sprzed lat i niebycie razem zamienić na bycie. Nieprzypadkowo napisałam "naiwność". Jeden z bohaterów wypowiedział następujące zdanie: "Nigdy nie poznamy tego, co się nam nie zdarzyło". Zatem nowe razem nie jest wcale powrotem do tamtego czasu, niczego nie naprawi, nie wykreśli przecież zdarzeń pomiędzy spotkaniami.Pewnie też nie mogłoby się zdarzyć z miliona powodów, gdyby coś kiedyś przypadkiem o mały włos... Ktoś, kogo nigdy nie zaskoc...

"Głos serca" Jodi Picoult

To pierwsza powieść tej autorki, po którą sięgnęłam i na pewno nie ostatnia. Ciekawa lektura, także pod względem literackim. Sama fabuła w zasadzie jest banalna. Mamy małżeństwo i ich piętnastoletnią córkę. Oliver jest bardzo znanym naukowcem, badającym wieloryby. Jane jest żyjącą w jego cieniu żoną, z tak zwaną mroczną przeszłością, naznaczoną rodzinną tajemnicą. Córka Rebeka jest dla niej całym światem. Wszystkie emocje między nimi rozrysowane są w najdrobniejszych szczegółach, poddane analizie, prześwietlone niemal. Nie jest zatem trudno przewidzieć, że oto Jane przełamuje istniejący rodzinny układ. To nie jest zwykła powieść drogi i historia dojrzewania kobiety, przy czym przy okazji warto podkreślić, że bynajmniej nie chodzi o zmiany zachodzące w Rebece, ale Jane. To także nie zwykły romans, nawet w dwóch wariantach, ani nie opowieść o różnych wariantach miłości. Wszystko po trochu. Narracja jest ciekawa, pierwszoosobowa, ale z pięciu perspektyw, bo wypowiadają się wszyscy ...

"Ja, Klaudiusz" Robert Graves

Powieść historyczna, chociaż czyta się jak niezłą obyczajówkę, tylko imiona inne i zwyczaje cokolwiek barbarzyńskie, za to jakie - cesarskie! W powieści jak to w dobrej powieści, uznanej wielokrotnie zresztą na pozycję szczególnie godną uwagi - jest wiele płaszczyzn, które nadają się do wnikliwej analizy. Można zatem popatrzeć sobie na tę powieść tradycyjnie jak na wspomnienia formie pamiętnika spisane przez członka rodziny cesarskiej, a że okazuje się on wnikliwym obserwatorem swoich czasów to naprawdę sporo można się dowiedzieć o słabościach jego rod. Historycy znajdą wiele smaczków, bo tak zwane tło nie jest mgliste, ale przekonująco wyraźne i sięga daleko poza cesarską dynastię. Na przykład nienazwane wprost straszy po kątach widmo nadciągającego chrześcijaństwa. Druga płaszczyzna to oczywiście postać głównego bohatera i konwencja „nieudanego” chorowitego dziecka odrzucanego przez własnych bliskich, później niedocenianego historyka oraz oczywiście kolejne literackie wcielenie i...

"Żart" Milan Kundera

Ach, ta słowiańska dusza! Młodość wpleciona w dzieje narodu, upodobanie do muzyki, wódki i kobiet, a także to przekonanie o swojej nieujawnionej wyższości, ważności, specjalnym przeznaczeniu indywidualnych losów. A przy tym dystans do własnych zaangażowań – ot choćby do partyjnej zasadniczości, do miłości, której nie daje się szansy objawić, do siebie, gdy trzeba wyrzec się w imię czegoś, w co się już nie wierzy. Tutaj indywidualnie pojmowana sprawiedliwość miesza się nie tylko z zemstą, którą podobno najlepiej wymierzać na zimno, ale także z próbą osiągnięcia jakiejś narodowej, dziejowej sprawiedliwości. A tymczasem krzywda narodu to szereg nieszczęść jego obywateli, w dodatku niezawinionych, ot połączonych luźnym splotem spędzanej w jednym mieście młodości. Coś, co miało być żartem wyrośniętego młokosa, sztuczką, na którą nie złapała się nieco sztywniacka dziewczyna, wtrąca Ludwika w machinę, która losuje dla niego całkowicie odmienny życiorys niż ten, do którego wydawał się być pr...

"Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen

„Pożegnanie z Afryką” dla mnie okazało się bardziej przywitaniem. Niektórym wyda się może dziwne, że nie widziałam filmu, nie czytałam wcześniej tej pozycji, chociaż oczywiście - o jednym i o drugim całkiem sporo słyszałam. Z grubsza znana mi też była biografia autorki, ot - tyle tylko, ile potrzeba, by nadać dziełu etykietkę „na faktach autentycznych”. Czasem to zachęca odbiorcę, mnie raczej odrzuca. Pewnie dlatego tyle lat zajęła mi decyzja o przeczytaniu książki. To nie jest pożegnanie z czymś egzotycznym. Może dla ludzi nie do końca wkręconych w temat Afryka i zamieszkanie gdzieś w jej przestrzeni wydaje się jakąś obcą ideą, nowością, odwagą. Pożegnanie byłoby zatem w tej konwencji powrotem do europejskiej normalności. Lecz ja czytałam to inaczej, jak opowieść o zakończeniu pewnego rozdziału w życiu, odejściu z domu wymuszonym przez okoliczności, koniecznej zmianie statusu. Spokojna narracja utrzymana w stylu niespiesznej opowieści metodycznie wprowadza czytelnika w świat kobiet...

o szczęściu

Wczorajsza wizyta w miejscowej bibliotece zaowocowała trzema tomiszczami słów wybranych tylko dla mnie. W pierwszej kolejności w podróż do centrum i z powrotem zabrałam sobie "Geografię szczęścia" Erica Weinera. A co tam. Spodobał mi się tytuł i sugerowany temat, ale gdyby nie fakt, że książka leżała na półce "zwroty", a nie "książki podróżnicze", nigdy nie wpadłaby mi w ręce. Przeczytałam rano zaledwie klika kartek, więc nie powinnam się wypowiadać. Ale już w drodze żałowałam, że nie mogę jakimś cudownym sposobem jechać, czytać i pisać jednocześnie. Bo jest kilka cytatów wartych uwagi, choćby ten, że jednak nasze szczeście z pewnością zależy od miejsca. Pewnie dalej będzie to rozwinięte, bo to przecież książka jakby podróżnicza. Dodatkowo - odwieczne metody badania szczęścia. Jak odpowiedziałabym na takie pytanie, postawione face to face dla celów li tylko naukowych: "czy jest pani szczęśliwa"? Albo to, że podobno ludzie czują się najmniej szczę...

Lisa Scottoline, Niegrzeczna dziewczynka

Zaczytałam się. Takie sobie czytadło, pierwsze lepsze z dzielnicowej biblioteki, nawet teraz nie pamiętam, kto napisał, jak nazwał i w ogóle cała reszta – nieistotne. Bohaterka zwyczajna, świat amerykański, minimalizm w opisie, słownictwo z poziomu podstawowego, no ale czytam. I to jak! Prawie nie zauważyłam podróży na różowy skraj dzielnicy, w poczekalni przepuściłam nawet Krzysztofa, chociaż wolę siadać pierwsza przed białym jupiterem i panią z dziwnymi narzędziami w rękach. Wyłączyły mi się wszystkie analityczne kontrolki, nie patrzę „jak” to jest napisane, bo wiadomo, że byle jak – obliczone na efekt. Ale, ale - czyżby? A kto się właśnie przyznaje, że dał się wciągnąć na każdym przystanku w świat niegrzecznej pani sędzi z Filadelfii? A kto tak bezwstydnie na blogu o głupiej historyjce opowiada, zamiast o budzącej dreszcze wizycie u dentysty środową nocą, albo o porannym pobraniu krwi z głodnej zmarzniętej istoty spieszącej się do pracy, albo nawet o tym, że coś mi się popsuł wskaźn...

Anthony de Mello, Przebudzenie

Wow, w pierwszej chwili autentycznie mnie poraziło. Cóż to za zachwycająca sprawa, tak nagle poczuć się szczęśliwym, niezależnym, a wszystko na pierwszy rzut oka w granicach bezpiecznego prawa. Kusząca propozycja, nie powiem. Jeśli tylko naprawdę wystarczy się obudzić - ok, ja wstaję. Ale wątpliwości jednak zwyciężyły, wątpliwości, autorytety, jakkolwiek by tego nie nazwać. Mimo wszystko jest jednak kilka myśli wartych uwagi, a może nawet szansy, aby wypróbować ich działanie. Np. organizacja. Okazuje się, że rzeczy nie potrzebują organizacji. Nie trzeba ich pieczołowicie upychać w kalendarzu. Trzeba tylko ... uświadomić je sobie. Piękne. Świat bez mojego kalendarza, torebka bez organizera, telefon bez listy spraw, notatnik bez terminów... hm. Chciałabym, chciała. Sądzę jednak, że na dłuższą metę tak się nie da. Sama jestem upchnięta w kalendarz, ograniczają mnie daty, a stopień komplikacji mojej sprawy rozwija się w miarę zużywanych zegarów, traconych minut, niezauważonych godzin i tyc...

Krystyna Janda, Różowe tabletki na uspokojenie

To przykre, że ostatnio jednym z ważniejszych kryteriów wyboru książki do tramwaju jest jej rozmiar i ciężar. Oprócz tego ważne jest, aby fabuła nie była zbyt zagmatwana, ot taka sobie, abym mogła spokojnie wrócić do niej bezpośrednio po zamianie numeru środka lokomocji. No i temat - lepiej, żeby nie był zbyt ciężki... A ta książka, cóż, jest rzeczywiście jak pudełko tabletek, tyle tylko, że bezkarnie można wziąć sobie jednorazowo więcej, niż jedną. Dlatego tak super jeździło mi się ostatnie dwa dni do pracy. Zbiór krótkich błyskotliwie napisanych "jandowym" językiem bezlitosnej szczerości felietonów, akuratnych w formie, dosadnych w treści, z elementami rozbudzającymi ciekawość lub prowokującymi do przemyśleń w chwilach, gdy robiło się za ciasno w tramwaju, aby czytać. Doskonała lektura. Czym mierzę tę doskonałość? Jeśli czytając coś, zdarza mi się przejechać przystanek lub jeśli wewnętrzny imperatyw czytelniczy każe mi po wyjściu z metra, nie patrząc na zegarek, odejść z tł...