Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą na drutach

sezon na dynie

 Oczywiście, gdy to piszę, sezon na dynie już minął. Ale dzięki temu, że zaczął się sezon na jesienno - zimowe chorowanie mam w ogóle czas pomyśleć, o jak wielu rzeczach nie napisałam na blogu, a chciałam. W ogóle zaczynam patrzeć na infekcje własne jak na okazję do zatrzymania się na bocznej stacji w oczekiwaniu na mocno opóźniony pociąg do zwyczajności. Siedzę w domu, jeszcze sama, ale sądząc po nasilających się objawach jutro już może będę miała kilkuletnie towarzystwo, a wtedy zapomnę o tym swoim pożałowania godnym zapaleniu zatok i skoncentruję się na wycieraniu innego nosa i pilnowaniu innych lekarstw niż mój antybiotyk. Na zdjęciach wspomnienie początku jesieni. Oraz czapka z dropsa, wykonana zgodnie z zaleceniami producenta oraz z ich włóczki. Wszystko bardzo polecam, bo wdzięczne, sezonowe i zabawne.

niestałość

Pewnie już nie tak dużo będzie możliwości, by posiedzieć sobie na balkonie. Lecz dziś trafiła się ciepła słoneczna niedziela.  W swetrze i nie na boso, z robótką w ręce, smakuję moją niespieszną obecność na progu jesieni. Słońce oślepia mnie na żółknące liście magnolii. Kwiatów mniej, ale zieleń jeszcze piękna, a wszystko pozostałe wybarwia się jak potrafi. Ja też nie rezygnuję z barw. Zrobiłam najmłodszej sweter z tej kolorowej włóczki, a z resztki wyrabiam jeszcze szaloną czapkę dla średniej. Uwielbiam ten wzór! Jakbym nie mogła się zdecydować, w którą stronę dziergać. Przystaje mi to do obecnych dni, też niestałych w barwach, temperaturach, melancholiach.

sezon na dynię się zbliża

Dzienniczek ucznia, a w nim ogłoszenia. A to się wycieczka zbliża, a to zawody klasowe w sporcie rozmaitym. Oprócz tego trzeba zielnik robić (nienawidzę!), liście zbierać, suszyć, wklejać, wrr. I tylko jedno ogłoszenie mnie zainspirowało - planowane w klasie święto dyni. Za miesiąc.  Mam dość dyskusji na temat pogańskości i innych przymiotników dotyczących ostatniego dnia października. Święto dyni to przecież coś zgoła innego! Chociaż nie mam pojęcia, jak będzie to święto moja młodsza córka obchodziła w klasie, postanowiłam się jakoś po swojemu przygotować.  Może już za tydzień, dwa, podam do obiadu pieczoną dynię? Uwielbiam! A póki co - dynia na parapet.

kapcie na jesień

Obiecane kapcie do łażenia po bezdywanach na bosaka, czyli z absolutnym pominięciem skarpetek, wczoraj z wieczora zrobiły się same.  I tylko dzisiaj machnęłam jeszcze ze dwa kwiatki do przyczepienia po bokach, bo stópki dziewczęce, ośmioletnie, to bez kwiatków, motylków czy ewentualnie serduszek byłyby zupełnie nie do przyjęcia. A tak - są. Jesień! Bezkarnie można będzie dziergać wieczorami na kanapie rzeczy potrzebne i te potrzebne mniej. W tym roku zaczęłam od kapci, ale mam już od pewnej ośmiolatki z ciepłymi stopami zamówienie na czapkę ;)