Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą post2015

poduszka postna z różu

Udało się. Skończyłam trzecią postną poduszkę jeszcze w poście, tyle że nie miałam czasu jej pokazać. Zdradzę, że powstaje jeszcze jedna - tym razem naprawdę ostatnia, czwarta. Głównym kolorem będzie zieleń. Ale tymczasem obiecany - róż. Najbardziej podoba się moim dzieciom. Strona pierwsza: Strona druga: Brzeg musiał być tym razem grubszy, bo poduszka jest troszkę większa od pozostałych. Chciałam jednak nie podkreślać tej różnicy w wielkości i zamiast dodać dodatkowy rząd kwadratów, zdecydowałam się na dodatkowe rzędy dookoła. A tutaj z ekspresem. Założę się, że każdy ma już dość serii poduszkowej. Cóż, ja trochę też. Ta czwarta chyba idzie mi najwolniej, ale to także przez to, że zaczęłam jednocześnie sweter. Ileż można robić kwadraty?!

pisanka

Dzisiejsze zajęcia przy stole - pisanka konkursowa w oczekiwaniu na święta. Chociaż niestety nie czekam na święta. No ale pisankę zrobić można, a co tam. W każdym razie nie tylko moja siedmiolatka miała frajdę. A jutro robimy kartki. Też na konkurs, ale pewnie i dla nas, do dekoracji. Bo zostało trochę kaczek i baranów.

Życie, 500 elementów, 55 x 160

No i jak to wszystko poskładać? Tylko czas i cierpliwość. Zabawne, że użyłam słowa "tylko". Niemniej jednak na stole - uda się. Chociaż elementów obrazka jest 500 i każdy po wytrząśnięciu z pudełka poleciał w swoją stronę, wszystkie one pasowały przedtem do siebie. Jest gwarancja, że razem tworzyć mogą coś dobrego. Ich układanie - to zabawa, przyjemność, metodyczny trening mózgu i siły woli. A moje życiowe puzzle? Każdy element z innej tektury, nigdy razem ich nie widziano, nie ma gwarancji, że w ogóle się złożą, a nawet jeśli - będzie to raczej trudna do wykonania irytująca praca, a nie zabawa. W dodatku - przestrzeń rozciągnięta jest w czasie, a stół nie istnieje. No ale przecież każdy tak ma, a inni nawet gorzej, ci, którym całkiem pogubiły się puzzle.

odrobina fioletu

Oto jest - kolejna poduszka - odrobina fioletu. Oczywiście zdjęcia nie oddają prawdy o kolorach. Trudno. W każdym razie - udało się.Coś, co początkowo było w kłębkach, zaklęło swoją formę w kwadrat. A tak wyglądają obie na raz. 

spadek formy w południe

O proszę, dopiero południe, a mnie już zamierzenia opadły ze chceń. Rozpuściłam tę odrobinę kofeiny we krwi, ale widać utknęła gdzieś po drodze, bo mózg śpi. Nawet świat jakby ograniczył blask, stonował ruch, przycichł. Siedzę w biurze, dekoncentruję się na ogromie detali do zrobienia i staram się pohamować doraźność przyłożeń ręki do „pługa”. Coś idzie mi ciężko. Przez chwilę bawi mnie myśl, że spełniły się już moje marzenia. Dla niektórych ponoć nie ma nic gorszego nad to – spełnione marzenia właśnie. Może mylnie zakładam, że nie zaliczam się do niektórych i chętnie bym sprawdziła, czy potrafię szczęśliwie funkcjonować według wymyślonego egoistycznie scenariusza, zwłaszcza z uwzględnieniem scenografii moich snów. Ale … przezwyciężam to. Zamiast snucia pajęczyny gdybań w sieci tysięcznych „być może” postaram się moje „jestem” nasycić przytomną obecnością. W końcu jestem tu po coś. Co prawda - nie bardzo wiem po co, bo też nie określono jeszcze do końca mojej roli w sc...

park duszy

Kilka dni temu byłam na krótkim spacerze w parku. Aura jak w mojej duszy - wtedy, nie teraz.  Badyle przebrane za drzewa, niebo zasnute smętnymi myślami, grafit rozlanego asfaltu w miejscach, gdzie w lepsze dni rośnie trawa. Niby nie padało, niby nie wiało, po prostu bylejakość i beznadzieja. Spotkałam zaledwie kilku desperatów między skostniałymi z zimna ławkami.  I tylko ten anioł... Nie było ludzi, psów i kaczek. No ale to zrozumiałe, gdy nie ma wody w stawie. Moje ulubione miejsce w parku - zaklęty krąg fantastycznych topoli. Uwielbiam na nie patrzeć. Dumne, wyniosłe nad park, doskonałe w swym sięganiu błękitu, o ile oczywiście jest błękit. Bo tym razem nawet topole sięgając niby w górę, dotykały raczej głębi rozpaczy, a nie światła z nieba. Najbardziej jaskrawy kolor, ewidentnie symbol jakiś gorętszych emocji, znalazłam - jaki paradoks - w cierniowych krzaczorach na skraju. Piękne, czerwone, niedostępne lub chociaż ukryte w taki sposób, że ic...

postne poduszki

Już jest. Czterdzieści kawałeczków czasu do wykorzystania. Trochę czystych kawałków nadziei, kilka żółtych pustyń bez widoków, ale i pustynie takie, gdzie uda się wykopać studnie. Są też mroczne głębiny płaczu. A wszystko połączone bielą intencji, wykończone suwakiem, który mógłby się nigdy nie zaciąć. Znowu zaczynam, a jak się zaczyna to zwykle jest zapał. Potem jakoś gorzej się robi. Zrobiłam sobie zatem pomoc na ten post, co to, jak mi się zdaje, nie będzie do łatwych należał. Muszę się trochę poboksować, no muszę. Dlaczego poduszka? Do przytulenia, pod skołataną głowę, na długie posiedzenia nad książką i pod plecy, może czasem i do płaczu, nie wiadomo. Do jej wykonania metodą babcinych kwadratów zainspirowała mnie Dorotea i Jej cudowny blog o pożytecznościach i przyjemnościach . Będę się dziergać ze sobą po kawałku, dokładnie tak, jak się pojedynczo wyrabia kwadraty wzoru. Trzeba tego trochę. Na jedną moją poduszkę potrzebuję 32 kwadraty, a potem najgorsze - zszywanie, ...