Wczoraj wieczorem oglądaliśmy sobie dinozaury "na żywo". Dziewczyny chyba bardzo to przeżyły. Młodsza całą noc śniła ponoć o lesie, gdzie musiała przeżyć tylko z naszym psem. Na szczęście to pies polujący, więc udało się jej jakoś zdobywać pożywienie. Łaziła w bujnej roślinności, chowała się przed drapieżnikami, no i musiała strzelać w obronie własnej. Starsza we śnie rozlokowywała w naszym mieszkaniu 38 m2 swoją nieletnią koleżankę z jej chłopakiem, bo po urodzeniu piętnastki dzieci (chyba nie za jednym razem...) nie miała się gdzie podziać. W jej śnie nalewałam zupę do misek i stawiałam je w rządku na podłodze, bo na naszym stole tyle misek by się nie zmieściło. Hm, tak się zastanawiam, może błędem były te dinozaury na noc...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)