Sobota, lekkie popołudnie, jeszcze jest nadzieja na udane popołudnie, pracowity ranek już minął. Odpoczywam po trudnym tygodniu, niezwykle intensywnym. Jestem sama, nie licząc śpiącej córki, siedzę przy komputerze, co mi się ostatnio w domu nie zdarza. Wszystko mi się zbiera na parapetach do kwitnienia, ogródek, taras i balkony szaleją. Jest czym oczy cieszyć i za co dziękować. Zwłaszcza w kontekście mojego trzydniowego urlopu, który spędziłam w poczekalniach, recepcjach, wisząc na telefonie do zapisu na styczeń, rzadziej na listopad. Tyle zabiegów, aby wszystko było pod kontrolą. Poczekalnia to dziwne miejsce, a taka w szpitalu przed badaniem szczególnie. Pięć osób zapisanych na jedną godzinę, czekamy na wywołanie, lekarz decyduje o kolejności pacjentów. Znużenie pielęgniarek, chłodny profesjonalizm specjalistów, spłoszone spojrzenia pacjentów. Nie wiem po co zawsze przychodzę wcześniej. Mam przy sobie książkę do czytania, smartfona ze wszystkimi znajomymi i nieznajomymi ...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)