O tak, uwielbiam wcześnie wstawać! Najlepiej tak rano, że jeszcze niebo śpi, a słońce nawet nie wie, że ma coś konkretnego do zrobienia. Np. 5:00, ciemno jak na dnie szuflady w szafie w piwnicy, a ja ochoczo wyplątuję się zarzuconych na mnie rąk i nóg, odganiam swojskość ciepłej kołdry i lekko zbiegam z sypialni boso wprost na lodowate kafelki kuchni. Chłód z rozszczelnionych okien rozpoczyna masaż ujędrniający wszystkich tych części mojego ciała, które magicznie potrafią wywołać na skórze zabawne kropkowate wypukłości. O tak, uśmiecham się do siebie w lustrze, błyskawicznie zakładam przygotowane wieczorem ciuchy, piję kawę, zjadam śniadanie czytając kilka słów, nanoszę ostatnie poprawki w kalendarzu, wkładam kanapki do torby i prawie jestem gotowa na pierwsze ekscytujące wydarzenie właśnie rozpoczynającego się dnia - poranny rześki spacer z psem. O tak, początki dnia są ekstra. Uwielbiam wcześnie wstawać. Tyle że ... przychodzi mi to z trudem. O 5:00 po omacku szukam wyj...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)