Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą konfrontacje

musizm, nierobizm

Wychodzę z choroby, a raczej ona wychodzi ze mnie. Pomagam jej lekami, wyganiam, wyrzucam w wydmuchanych chusteczkach, spłukuję herbatkami, żegnam. Jestem osłabiona po walce. Patrzę na miejsce, gdzie będzie mój ogródek i balkon, do którego nie kupiłam jeszcze huśtawki. I to by trzeba przetrzeć, i tamto wyszorować, przyciąć, wyciąć, nawozić. Tymczasem kawa słabiutka i tępo obserwuję cyferki do powrotu dzieci ze szkoły, do przebudzenia.  W sobotę zniknie reszta zaniedbanych rozpasanych tui z ogródka. Muszę do tego czasu nabrać sił i poukładać się w sobie. Nie myśleć za dużo. Organizować. Torf kupić, ziemię, w końcu doniczki dla sukulentów, nasiona kwiatowe jakieś. Przecież w końcu przydadzą się. Tym się zająć! A nie myśleniem, nie światem dla wybranych, nie wynikami badań, co mają być jutro, a już martwią, nie zastanawianiem, czy z tego miejsca listy dostanę się do żłobka przed wrześniem i czy uda się najstarszej poprawić te ostatnie słabe oceny z tego i z tamtego, i jes...

spaceruję po parku

W zasadzie tylko kasztany zdradzają, że już jesień. No i może trochę żołędzie pod dębami. A cała reszta zieleni panoszy się jeszcze w najlepsze po parku i drwi sobie z aury, chłodnawej ostatnio, płaczliwej. Oprócz tego ostrzegłam kilka zaledwie żółtych liści na klonie. I tyle. Za to kasztany zwijają się w rdzawe brązy na całego. Lubię tę porę roku. Wiem, powtarzam się co jesień. O, i proszę - fontanna, dwie w zasadzie. Ta duża to nowe cudo, z tego roku, chyba specjalnie dla mnie. Ostatnia deska ratunku dla mojej najmłodszej, żeby zasnąć. No i dla mnie, bo jak zaśnie, zasiadam sobie wygodnie na jednej z ławek w pobliżu i czytam, czytam, czytam. Poniżej moja ulubiona ławeczka w alejce przy fontannach. Normalnie nie miałabym czasu chodzić przedpołudniami po parku. Pewnie siedziałabym w pracy, sfrustrowana i zła, otoczona przez negatywne emocje. A że przejawiam skłonności do samonapędzania się, pewnie eskalacja stresu we mnie urosłaby do niebotycznych rozmiar...

bez okazji

Proszę - takie ładne. W dodatku bez okazji, w środku tygodnia, wieczorem i po prostu.  Nie, nie dopatruję się podstępu, nie szukam ukrytych wyrzutów sumienia za jakieś tam popełnione winy. Naprawdę się cieszę. Jak dzieciak. A w zasadzie jak sentymentalna baba z telenoweli, platonicznie zakochana nastolatka, zwyczajnie jak nie ja. Może po prostu dorosłam do spontanicznej radości? Może mam taki jej deficyt, że chłonę każdy najmniejszy przejaw sympatii, piękna, przyjemności? Może ciało mi podświadomie wie, że rzeczywistość wystarczająco martwi, by stać mnie było na marnotrawienie niespodziewanym życzliwości? Rzadko dostaję kwiaty. Nawet z okazji rzadko, a bez to już w ogóle prawie nigdy. Chciałoby się od razu pociągnąć wątek radykalniej i stwierdzić, że w zasadzie cokolwiek dostaję rzadko. Ale ... to nie byłaby prawda. Patrzę na te kwiaty wielokrotnie w ciągu dnia i wciąż przypominam sobie otrzymane drobne i większe radości. Nie byłam tego świadoma, ale mogłabym z nich u...

działka

Las, a przy lesie działka. Na niej najlepiej prawie nic. Nie kwietniki i nie trawa, ot może kilka wyrośniętych samosiejek dla zbłąkanych wiewiórek. Gdzieś przy końcu drewniany dom, chatka taka niewyględna. Z tarasem, stołem, no może jeszcze jakieś stokrotki w szklance dla ozdoby. Choćby takie: Może być kilka winorośli, ale niekoniecznie. Wolę jednak słońce niż fioletowe kulki słodyczy. No ale niech tam: Może być karmnik na drzewie: i zbłąkany motyl na obrusie: i koniecznie zapas drewna do kominka na chłodniejsze jesienne wieczory: I niech się nawet miesza czerwień bólu z zielenią nadziei na płocie, jak tutaj: Może kiedyś... Takie ładne słowo, jak leniwe szczęście, błogość, obietnica.

kawałek nieba z balonami

Były już rano, ale wtedy nie miałam czasu wydobyć telefonu z torby. Pewności nie było, że go nie zapomniałam co prawda, ale pomyślałam, że trudno. Za daleko po niego wracać, no i może lepiej, że nie wzięłam, zdjęcia nie zrobię z kolejnym krzywym pałacem to się nie będziecie naśmiewali z moich nieumiejętności. Tyle że się zaraz na wejściu do "fabryki" okazało, że jednak wzięłam, więc pozostawała wam coś około ośmiu godzin nadzieja, mimo że nie byliście jej świadomi, że na przykład inną drogą wrócę do domu. To by się przykładowo mogło zdarzyć, gdybym sobie postanowiła wrócić inaczej, ale ... tego to już naprawdę zapomniałam. Sorry. Zdjęcie jest, a na nim krzywy pałac oczywiście, udający w najlepsze, że stoi prosto dzięki perspektywistycznie oddolnym liniom budynku, który był dzisiaj w centrum stolicy kulinarnym bohaterem. Mnie się od razu jakoś skojarzyło, że od dnia otwarcia robią ludzi w balona, ale zdaje się, że to nie o to jednak chodziło.  Tak się złożyło, że a...

popielata szarość z rana

Zapłakane Krakowskie, smętny coś wyjątkowo Kopernik przysiadł przed PAN-em i kontempluje szarość. Tylko żółto-czerwone autobusy przeczą porannej melancholii ulicy. Posypałam się, spopieliłam. Zawsze ten fakt skłania mnie do rozważań. Nawet tusz w piórze zmieniłam z niebieskiego na czarny, choć blada coś ta czerń, szara taka. Tym razem nie oczekuję wiele od siebie. W przeszłości - owszem, zdarzało się, a potem nieodmiennie byłam rozczarowana. Widać nie jestem w stanie dotrzymywać obietnic dawanych sobie. Przycupnę sobie cichutko w tym poście, obok tutaj i teraz, poczekam, popatrzę, przemyślę. A nuż spełnią się wszystkie prawdziwe obietnice bez mojej niecierpliwości?

różnice temperatur

Jestem taka niedotykalska. Niektórzy mówią - aspołeczna. Rzadko dobrze się czuję wśród ludzi i nie każdy tłum jestem w stanie zaakceptować. Tak mam. Czasem z tym walczę, czasem nie. Sama nie wiem, czy to wada, czy zaleta, więc przestałam się tym przejmować i o tym myśleć. Nie analizuję tych moich stanów, staram się nie generalizować. Ot, zwyczajnie, czasem mi dobrze, czasem nie - jak każdemu. Ponad trzydzieści lat udało mi się unikać basenów. Powodów było wiele. Generalnie z chwilą, gdy z własnej woli sama poszłam po raz pierwszy na basen, pokonałam jakieś tam swoje małe i większe fobie. Uznałam, że to zadziwiające. Mam w tej sferze jeszcze wiele spraw, z którymi muszę się uporać. Ale zasadniczo - i to jest doprawdy zaskakujące - lubię chodzić na basen. Od około dwóch lat jestem fanką wód termalnych. Póki co byłam jedynie w dwóch miejscach: w Cieplicach i w Uniejowie. Te ostatnie staram się zresztą odwiedzać jak najczęściej, zwykle kilka razy w roku. Najchętniej właśn...

na zakładkę

Nie ma czego wspominać. Nie szkodzi. Wręcz przeciwnie - trzeba poprzedni miesiąc zapomnieć jak najszybciej. Ten ostatni dzień też. Mogłabym wstecz w lata iść do zapomnienia, ale się zatrzymam na tym dniu ostatnim. Jedyne, co mnie fajnego spotkało to te oto dwie zakładki, które dostałam. Prawdziwie ręczna robota, inwencja własna, wykonanie perfekcyjnie i z miłością. Najdoskonalszy prezent. Od kogoś, kto mnie dobrze zna. Kto wie, że uwielbiam takie oto zakładki i zawsze w tramwaju tak je niby przypadkiem trzymam na wierzchu, żeby stojący obok współpasażer miał po co zaglądać mi przez ramię.  No bo - proszę: Oczywiście mam za wiele przemyśleń, za mnóstwo planów i za wiele jest rezygnacji we mnie, by o tym mówić pozytywnie. Zamilknę chwilowo zatem. Dzisiaj dzień też minął słonecznie, raczej nieśpiesznie. Niby domowa nuda taka, której mi brakowało bardzo. Jeszcze nie jestem nią nasycona. Jeszcze dwa dni. I zamierzam usilnie nie zamierzać niczego. Może poczytam, a może ...

świątecznie

Jakoś nie mogłam się powstrzymać. Żal mi. Pierwszy stroik, jaki pojawił się w domu, w dodatku pierwszy zrobiony własnoręcznie przez młodszą córkę i tak po prostu pozwolić mu zwiędnąć? Chociaż kilka zdjęć: A już niedługo czas jakiś podsumowań. O ile się pokuszę o jakieś podsumowania. Bo chyba raczej być może zapewne nie bardzo ;)

pytanie do siebie

Na prośbę Erraty    Pytanie do siebie - dlaczego masz problem z zadaniem sobie pytania? Odkąd tylko zostałam o to poproszona, myślę nad pytaniem. Trochę mnie to przerasta. Nie chciałam zapytać o nic nudnego, ot, chociażby o ulubiony kolor, zwierzaka czy imiona, jakie nadałam swoim dzieciom. To by było pójście na łatwiznę. Ale każde inne pytanie, a w zasadzie odpowiedź na nie, stanowi dla mnie wyzwanie. Jednocześnie chciałabym nie za dużo powiedzieć, nie odsłaniać się nadmiernie, ale też nie potrafiłabym uniknąć szczerości. Z nią akurat nie mam co prawda problemów, ale z moją skłonnością do poddawania w wątpliwość wszystkiego - już tak. Wykazuję chronicznie nieznośną tendencję do prowadzenia dyskusji i - co gorsza - do przyznawania racji każdej ze stron. Przesiadam się swobodnie pomiędzy krzesłami polemicznego kręgu, mogąc być obrońcą i oskarżycielem każdego. Jestem w stanie zanegować każdą moją odpowiedź, a jeśli nawet nie zanegować, to wyciągnąć w okno blogowego edyto...

pytanie o pytanie

Zaparował mi błękit na powieki, osiadł tuż przy rzęsach. Zewnętrzne kąciki oczu zabarwił, te od zadziwień. Stanęłam przy murze, niezgrabnie przymierzając pytajniki do potencjalnych ładunków blogowej treści. Obiecałam bowiem ujawnić zapisy erraty do siebie, w jednym wybranym aspekcie. Najtrudniej zadać pytanie sobie. Bo odpowiedzieć to trochę jak liść stracić. Niby żółcią dojrzały, gotowy, a jednak … który? Jak zwykle traktuję wszystko za poważnie. Lecz jak mam oczy zmrużyć wilgocią kredki malowane?

Polin

Dzisiaj byłam w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Taki ponury był dzień i nawet miałam zrobić zdjęcia brzydkiej szarej Warszawy z październikowej mżawce (prawdę mówiąc zrobiłam, ale pokażę jak będę na Warszawę zła). Ale około 16:00 na Anielewicza nie dało się Warszawy nie kochać, mimo wilgoci, jesieni i zapadającego zmierzchu. Nie miałam aparatu, tylko telefon. Zdjęcia byłyby pewnie lepsze, ale nawet takie oddają powód, dla którego łaziłam pół godziny z parasolem na zewnątrz muzeum. Zwiedzałam muzeum z bardzo dobrym przewodnikiem. Po tych trzech godzinach wiem już na co zwrócić uwagę za drugim, trzecim, czwartym razem. Znam miejsca, do których muszę wrócić, gdzie koniecznie chcę się zatrzymać, posiedzieć. I wiem, gdzie muszę doczytać, dooglądać. Poniżej tylko kilka wybranych fotek. I jeszcze jedna. Dla mnie szczególna, z cytatem. Naprawdę mocne! Oczywiście uderza od razu historyczny kontekst warszawskiego getta. Ale ... przeczyta...

Liebster award

Dziękuję Doro za przyznanie mi nagrody. Musiałam poszukać, o co w ogóle chodzi z tymi nagrodami, pytaniami itd., bo nigdy nie brałam udziału w takiej zabawie. Tym bardziej jest mi niezwykle przyjemnie, że zostałam nominowana. Nie lubię się odsłaniać, nie cierpię pytań bezpośrednich. Często się ukrywam, za słowami również. Na tym blogu za słowami ukrywam się szczególnie. Jednak, mimo że to dla mnie takie trudne, odpowiem na pytania tak szczerze i obszernie, jak tylko dam radę. Więc będzie to zdaje się najdłuższy post, jaki popełnię w tym miejscu. 1.     Piszę blog, bo … Zaczęłam być w necie dawno temu, jeszcze nie było blogów. Prowadziłam tak zwaną stronę osobistą. Nie znałam żadnego edytora, nie miałam szablonów. Nauczyłam się html’u, kilku skryptów i zapisów stylu w css. Wtedy celem była nauka, a nie treść. Ale przy okazji okazało się, że mam kilka historii do opowiedzenia. Byłam bardzo szczera, za poważna, odkryłam się za bardzo i...

Julia

„Król pragnie twojego piękna”, a ja taka… nie tego. Co prawda spróbowałam coś z tym wczoraj zrobić.Kupiłam tabletki na porost dziesięciu dobrych samopoczuć na końcówkach dłoni i na niewypadanie pozytywnych myśli z głowy. Ma od tego połykania także skóra mi trochę złagodnieć. Zawsze się zastanawiam, czy w tym wypadku powiedzenie „cierp ciało, jak żeś chciało” nie odnosi się do wątroby… Ale łykam. Na sukienki się bardzo czuję, na sandały, jakieś kolory na sznurach, w bransoletkach, ale one nie chcą się nosić. Powłóczyste nie pasują do ostrości moich kantów. Batysty i jedwabie nie chcą mnie spowijać,a bawełna wtłacza mnie w ramy „jak-ona-wygląda” oraz „w-tym-wieku-to-już-nie-bardzo”. Trudna babskość. Wredny wiek. Megalomańskie wzruszenia. Może jednak pociągnę pędzlem po płytkach i zaszaleję na maszynie jakiś worek w gumkę. Co by sobie powzdychać na balkonie przy kawce nad problematyką bycia kimś mniej lub bardziej. Dzisiaj jednak cokolwiek bardziej.   Mam kilka ...

Życie, 500 elementów, 55 x 160

No i jak to wszystko poskładać? Tylko czas i cierpliwość. Zabawne, że użyłam słowa "tylko". Niemniej jednak na stole - uda się. Chociaż elementów obrazka jest 500 i każdy po wytrząśnięciu z pudełka poleciał w swoją stronę, wszystkie one pasowały przedtem do siebie. Jest gwarancja, że razem tworzyć mogą coś dobrego. Ich układanie - to zabawa, przyjemność, metodyczny trening mózgu i siły woli. A moje życiowe puzzle? Każdy element z innej tektury, nigdy razem ich nie widziano, nie ma gwarancji, że w ogóle się złożą, a nawet jeśli - będzie to raczej trudna do wykonania irytująca praca, a nie zabawa. W dodatku - przestrzeń rozciągnięta jest w czasie, a stół nie istnieje. No ale przecież każdy tak ma, a inni nawet gorzej, ci, którym całkiem pogubiły się puzzle.

sezam

Sezam znika ostatecznie. Bo do tej pory powoli przestawał być. Przestałam kupować ciacha w cukierni na dole i paczki herbaty na samie. Przełaziłam obok galerii zdjęć. Jakoś nigdy się nie zatrzymałam, w sumie nie wiem dlaczego, Teraz brzydko znika.