poniedziałek, 8 marca 2010

Anthony de Mello, Przebudzenie

Wow, w pierwszej chwili autentycznie mnie poraziło. Cóż to za zachwycająca sprawa, tak nagle poczuć się szczęśliwym, niezależnym, a wszystko na pierwszy rzut oka w granicach bezpiecznego prawa. Kusząca propozycja, nie powiem. Jeśli tylko naprawdę wystarczy się obudzić - ok, ja wstaję.
Ale wątpliwości jednak zwyciężyły, wątpliwości, autorytety, jakkolwiek by tego nie nazwać.
Mimo wszystko jest jednak kilka myśli wartych uwagi, a może nawet szansy, aby wypróbować ich działanie. Np. organizacja. Okazuje się, że rzeczy nie potrzebują organizacji. Nie trzeba ich pieczołowicie upychać w kalendarzu. Trzeba tylko ... uświadomić je sobie. Piękne.
Świat bez mojego kalendarza, torebka bez organizera, telefon bez listy spraw, notatnik bez terminów... hm. Chciałabym, chciała.
Sądzę jednak, że na dłuższą metę tak się nie da. Sama jestem upchnięta w kalendarz, ograniczają mnie daty, a stopień komplikacji mojej sprawy rozwija się w miarę zużywanych zegarów, traconych minut, niezauważonych godzin i tych dni, których staram się nie pamiętać.
Więc zasadniczo z jednym się tylko zgadzam bez zastrzeżeń - świadomość to potęga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję!