poniedziałek, 29 marca 2010

poniedziałek - z tych większych poniedziałków

Święta człapią pospiesznie na krótkich nóżkach ulicznych kaczuszek, od straganu do straganu, popędzane włochatymi badylkami, drobnymi zieleniami borówek, ozdobnymi hafcikami na bielonych serweteczkach domowych artystek szydełka i igły. Warszawa wyjechała już wczoraj częściowo na domowe święta albo na przedświęta w Alpy na narty, nad ciepłe morza lub w kosmos - dokładnie nie wiem. Taka z tego korzyść, że pustoszeją tramwaje, do metra nie wchodzę w tłumie, no i udało mi się zachować dzisiaj "europejski" dystans bezpieczeństwa od współpasażerów, co znacznie poprawiło mi z rana humor, ustalając dodatkowo całkiem akceptowalne odczyty wewnętrznych parametrów życiowych.
Stosowana przeze mnie skala 0-10 naprawdę w wielu przypadkach się sprawdza. Na jej zaniżone odczyty można wiele zwalić, bo przecież ileż można o wszystko obwiniać hormony! Zresztą to takie banalne, bo kobieta to zawsze - jak mawiają - albo przed, albo po, albo w trakcie. A tak, cóż, np. obniżony poziom akceptowalności sprzeciwu, albo dajmy na to wskaźnika dystansu, dolna granica skali dążeń do zmiany, wysoki odczyt parametru "gdyby". Potrafiłabym chyba narysować sobie tę wewnętrzną konsolę, podobną do tej przedziwnej skrzyni suwaków i kontrolek, którymi dysponuje ekipa techniczna w teatrze.
Ewidentnie nastała pora przemyśleń. Postanowienia jakoś nisko latają i przeczytały się wszystkie książki. Zmiana kurtki na cieńszą pozbawiła mnie wewnętrznej kieszeni na mp3, więc w drodze słuchałam dzisiaj dla odmiany gadających przez telefony ludzi, łacińskich zwrotów nastolatków, histerycznych dzwonków niecerpliwych pań tramwajarek... Ach jak dobrze, że w drodze do pracy one denerwują się za mnie. Mogłam bezkarnie opleść sobie palcami prawej dłoni w kolorze granatu srebrzysty uchwyt bezpieczeństwa i trwać tak sobie w porannej skali czasu, w zmienności przestrzeni, w wymiarze przypadkowych myśli opartych na sugerowanych zmysłami skojarzeniach.

4 komentarze:

  1. Wszystko jest względne. Nawet przedświąteczny spokój...

    OdpowiedzUsuń
  2. Noś mp3 w torbie!! Ale nie słuchaj przekleństw!! Szkoda uszu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W torbie też można, często tak noszę, choć kabelki się plączą... Ale nic to, lubię mieć w trasie muzykę.

    OdpowiedzUsuń
  4. jakoś nie potrafię w torbie, więc pewnie się przełożę na kieszeń zewnętrzną, albo po wewnętrznej stronie do jakieś bliższej ciały kieszeni dojadę... tylko jak tu wtedy piosenkę sobie zmienić, jak się nastrój od przystanku spartaczy?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!