niedziela, 21 marca 2010

jak szczypiorek na wiosnę


Zielona, radosna, świeża i niezagospodarowana jak przed pokrojeniem, zaczęłam sobie wiosnę dzisiejszą niedzielą. Obowiązkowe zestawy dołóżkowe: mleko duże w butelce, kubek ciepłego kakao z łyżeczko-słomką (porażające funkcjonalnie urządzenie) oraz dwie małe kawy, oczywiście w filiżankach, niby codzienne, ale pachnące odświętnie nową porą roku.
Potem było szwendanie domowe, szlafrokowe, okularne, leniwe i miłe.
Nie musiałam sprawdzać w organizerze, co dalej. Bo dalej - same frajdy, świętowanki, kupowane chybcikiem napoje po parkowych szaleństwach, jakieś muśnięcia niechcące nad wózkiem, czułe spojrzenia z odległości znacznych nad sznurkowymi pająkami, szczęśliwymi piaskami maleńkich dziewczynek, metalowymi rurami wiszących zastosowań dla nastoletnich wspinaczy, obietnice czułe krótkie, konkretne, zachwycające.
Każde ziele przed użyciem warto skropić wodą. Wiele szczęść okupione jest łzami.

1 komentarz:

  1. Lubię takie niezagospodarowane dni, kiedy czas nie płynie, a kapie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!