środa, 24 marca 2010

Oddzisiaj

Nie była to pierwsza myśl tego dnia, ale przecież kolejność nie zawsze wszystko warunkuje. Pomyślałam zatem, że nastało Oddzisiaj. Oto ten moment, w którym nie tyle wyznacza się granicę między bylejakością Wczoraj i nadziejami związanymi z Dzisiaj, ile po prostu wyznacza się nową płaszczyznę – czasu, miejsca, wymiaru. I bezwzględnie akcentuje się aspekt trwania, a nie punktu przemiany.
Nałożyło mi się kilka barw – słoneczna na niebo, błękitna na sweter, pudrowa na obolałą twarz, zielona na myśli i czerwona, tak – zdecydowanie czerwona – na wolę. Oddzisiaj wieczorem nakładać będzie na mnie odmienne przyjemnązki niż Wczoraj. Wymyślą się same, w swoim czasie.
Ale podjęłam walkę z bezbarwnością moich spraw. Będę kolorować. Nie chcę być czarno-biała jak na obrazku Tasi. Dlatego wieczorne wyjście do dentysty nazwę sobie na potrzeby dzisiejszego optymizmu różową wyprawą na skraj dzielnicy. I żeby się całkiem nie rozstroić, popijam sobie poziomkową pastel kultury.
Oddzisiaj jest kolorowe, chociaż jutro dzień zaczynam od laboratorium, podwiniętego rękawa, dziwnego uczucia mrowienia i spadku obrotów mózgu. Oddzisiaj jest mniej śpieszne, chociaż już wkrótce oddać będę musiała i tę poranną godzinę snu, chociaż jej nie pożyczałam. Oddzisiaj jest optymistyczne, chociaż póki co jedyna przychodząca mi na myśl opozycja do „negatyw” to „nienegatyw”.

4 komentarze:

  1. u mnie też oddzisiaj w jednej przynajmniej ważniej kwestii - to pewnie to ciepło i słońce sprawia, że wszystko widzimy w kategorii już-teraz, a nie zajakiśtamczas

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak trzymać! Ja tam sobie barwię od dawna;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak tam "różowa wyprawa na skraj dzielnicy"?Starczyło czerwonej barwy by pójść???

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię swoje Oddzisiaj.
    Ile ich już było? Nie zliczę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!