Moja wieczorna złość, ta zbita na kuchennej podłodze pełna szklanka z rozpryśniętymi malinowymi frustracjami całego tygodnia, namalowała wśród bieli szafek i w zakamarkach brunatnych fug całą moją lepką niecierpliwość. Wciąż nie oduczyłam się stawiać wymagań w kategoriach perfekcji. Nadal detale pożerają pozory mojego spokoju. Nie wiedzieć czemu ze względnej równowagi wytrąca mnie chwilowa dezorganizacja przestrzeni. W zmiatanych odłamkach zobaczyłam swoje przerażenie. W cichej skardze nieporadnego łkania usłyszałam z dziecięcego pokoju niewyraźne: "mama ..." Przygnębiona pozbierałam szczątki swoich stłuczonych myśli. Znowu zaczynam od czystej podłogi.
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)
Podoba mi się. Miniaturowa forma, ale bardzo pojemna i klarowana. Podoba mi się to połączenie dwóch wymiarów i analogia między nimi: okruchy rozbitego szkła i okruchy myśli... Życzę miłej nocy. :)
OdpowiedzUsuńGratuluję takiej umiejętności składania myśli w zdania... Bardzo trudne.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
rewelacyjne i madre polaczenie mysli nastroju i samokrytyki w kilku zdaniach.
OdpowiedzUsuńrewelacyjne , madre polaczenie mysli , nastroju , refleksji i samokrytyki w kilku zdaniach.
OdpowiedzUsuń