
Nie piszę. Walczę z pokusą uskarżania się na tak zwany los, że poniedziałek, śnieg, boląca głowa, zaterminowany kalendarz, zapomniane spostrzeżenia weekendowe. Znowu siedzę w klatce służbowych spraw, przed ogromnym monitorem, z palcami przyklejonymi w zaklęte w klawisze litery. I cyfry – może nawet głównie w cyfry. Dla równowagi.
Gdyby tak można było wziąć tabletkę nie tylko na bolącą głowę. Co bym wybrała do korekty?
Gdyby tak można było wziąć tabletkę nie tylko na bolącą głowę. Co bym wybrała do korekty?
Dla równowagi, robię dzisiaj nic. A potem, żeby dojść do siebie idę do dentysty...:)))
OdpowiedzUsuńswoją drogą, chyba wszyscy idą dzisiaj do dentysty...
OdpowiedzUsuńJa byłam w ubiegłym tygodniu. Kończę leczenie kanałowe.
OdpowiedzUsuńAniu, bardzo fajnie piszesz. Będę zaglądać i podpatrywać.:)
A ja bym wiele dała, żeby móc zaterminować kalendarz :) Co rok kupuję sobie jeden książkowy, i nic. Wciąż nie mam co w niego wpisywać. A spostrzeżenia weekendowe zapisuj w tym kalendarzu - na pewno jakieś wolne miejsce znajdziesz ;) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńJa nie idę do dentysty. Dla równowagi :)
OdpowiedzUsuńCzasem spraw do tzw. obrobienia jest za dużo, przyzwyczaja się nas, że bez tego się nie da.
OdpowiedzUsuńAle sama najczęściej nie wiem, bez czego właściwie się nie da :)