poniedziałek, 15 marca 2010

bolący poniedziałek


Nie piszę. Walczę z pokusą uskarżania się na tak zwany los, że poniedziałek, śnieg, boląca głowa, zaterminowany kalendarz, zapomniane spostrzeżenia weekendowe. Znowu siedzę w klatce służbowych spraw, przed ogromnym monitorem, z palcami przyklejonymi w zaklęte w klawisze litery. I cyfry – może nawet głównie w cyfry. Dla równowagi.
Gdyby tak można było wziąć tabletkę nie tylko na bolącą głowę. Co bym wybrała do korekty?

6 komentarzy:

  1. Dla równowagi, robię dzisiaj nic. A potem, żeby dojść do siebie idę do dentysty...:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. swoją drogą, chyba wszyscy idą dzisiaj do dentysty...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja byłam w ubiegłym tygodniu. Kończę leczenie kanałowe.
    Aniu, bardzo fajnie piszesz. Będę zaglądać i podpatrywać.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja bym wiele dała, żeby móc zaterminować kalendarz :) Co rok kupuję sobie jeden książkowy, i nic. Wciąż nie mam co w niego wpisywać. A spostrzeżenia weekendowe zapisuj w tym kalendarzu - na pewno jakieś wolne miejsce znajdziesz ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie idę do dentysty. Dla równowagi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem spraw do tzw. obrobienia jest za dużo, przyzwyczaja się nas, że bez tego się nie da.
    Ale sama najczęściej nie wiem, bez czego właściwie się nie da :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!