piątek, 12 marca 2010

Weekend

Powoli, nieśmiało, z ciemniejącej uliczki piątkowego popołudnia, w główny nurt gęstniejącej od powrotów Marszałkowskiej, wyłania się leniwie nieokreślony jeszcze Weekend. Teraz jest panem sytuacji – może wszystko, każdemu obiecuje do woli wedle potrzeb: sen, kino, książkę, zakupy… Czarodziej czasu wolnego, przechadza się między pasażerami zatłoczonych tramwajów i zbiera westchnienia, postanowienia, marzenia, rozdając bilety na wielki występ weekendowej aktywności.
W sobotę Weekend wstanie później, wypije kawę w szlafroku, odkurzy nieudane naleciałości z kątów, poskłada rozrzucone oczekiwania, może nawet przetrze z optymizmem okna w nadziei, że codzienność przeniknie ich przezroczystość bezboleśnie. A potem, spowity podjętymi decyzjami, obłożony karteczkami bliższych i dalszych oczekiwań, zmęczony Weekend metodycznie poodkłada zaplanowane działania – na jutro, na później, na następny weekend.
Aż przyjdzie niedziela, zawładnie czasem i wymieni nam niewykorzystane weekendowe bilety na poniedziałkowe zwątpienia i niechcenia.

1 komentarz:

  1. Aniu, dopiero wyłuskałam Twój blog z oceanu blogosfery. Bardzo tu przytulnie. I fajnie się ciebie czyta... Pozdrawiam i przewrotnie życzę miłego Weekendu. Jola

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!