wtorek, 9 marca 2010

dzień mojej Warszawy


Leniwymi porankami przyjazność mojej Warszawy maleje wprost proporcjonalnie do ilości metrów dzielących mnie od centrum. Im bliżej pracy, tym bardziej zwalniają mi buty, a ich puk dostosowuje się do rytmu serca. Wolniej, wolniej, jeszcze chwilę wśród pędzących ludzi. Niech przejadą wszystkie samochody, niech przeczytają się wszystkie plakaty, a wczorajsze ulotki odczepią się od podeszw.
Czas przyspiesza popołudniami. Spieszy się pałacowy zegar, wyznaczając mi godziny tego kopciuszkowego balu. Moja Warszawa też chodzi spać po północy. Nastawia zegary, zamyka osiedlowe apteki, pakuje kanapki i odsłania wieczorne rolety, aby znowu odbite od szyb równoległych wieżowców promienie słońca mogły potańczyć na zielonej ścianie salonu.

1 komentarz:

  1. Bardzo podoba mi się ten opis. Bardzo!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!