wtorek, 16 marca 2010

razem raźniej

A zatem od wczoraj mamy nowy pomysł na wieczorne randki raz w tygodniu. Takie małe urozmaicenie. Żeby było tajemniczo – wychodzimy po zmroku, żeby było perwersyjnie – tam dokąd zmierzamy pewien konkretny mebel ma zasadnicze znaczenie. I świeży oddech.
Należy wyszukać klawisz, a zabrzęczą nam, nacisnąć, a drzwi przepuszczą. Ponownie stajemy się adeptami trudnej sztuki oczekiwania.
Przyjemność należy smakować, stąd biorą się upodobania smakoszy do dawkowania doznań. Lecz nie w tym przypadku. Tutaj moment kulminacyjny próbujemy odciągnąć w czasie, bronimy się przypadkowymi kolorowymi gazetami, maskujemy obawy zbędnymi smsami i nagle tak wiele mamy do powiedzenia konwencjonalnych grzeczności, pozdrowień, zapytań. Dopiero rezygnacja i nieuchronność oraz - było nie było - nagląca potrzeba, sadza nas po kolei na fotel. Jeszcze tylko uścisk dłoni („trzymaj się”), przelotne spojrzenie („jestem tu”), a potem zielona serweta, jupiter i miły głos prowadzącej ten seans: „który dzisiaj ząbek?”

3 komentarze:

  1. Świetne. Skąd ja znam ten mebel. :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jutro idę na dwie godzinki na ten mebel :)
    Ale napisałaś to tak perwersyjnie, że prawie dałam się złapać, że chodzi o jakiś tajemniczy hotel n uboczu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Taaak, tajemniczo, może nawet zabójczo...Żart iw.;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!