czwartek, 11 marca 2010

wiosenne prowokacje


Umierające na biurku w wazonie różowe tulipany wprowadzają mnie w wiosnę raczej w nastroju z typu pod zdechłym azorkiem. Ach wiosna.
Postanowiłam jednak oswoić w sobie odrobinę królewskiego infantylizmu. Różowe kolczyki, różowy sweter, no te tulipany… Mała prowokacja własnego nastroju. Nie lubię przecież tego koloru.
Cukierkowy różowy kwiatek. Tort ananasowo-śmietankowy. Słońce, uśmiechy, życzliwości… Bajka.
Tylko ja nie wpisuję się w kontekst. W momencie rozkwitu zaczyna się umieranie kwiatu. W chwili osiągnięcia celu, rozmywa się przyszłość. Na wiosnę jest najwięcej samobójstw. Sztyfty nawet różowych kolczyków gubią się zawsze nieparzyście. Moje zimowe frustracje ewoluują, płynnie przechodząc w wiosenne depresje.
Tylko sztuczne kwiaty nie umierają. Ale też nigdy nie istnieją naprawdę.

1 komentarz:

  1. Właśnie, jakoś wolę być prawdziwa, choć czasami to boli...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!