środa, 31 marca 2010

nic się nie stało

I zrobiło się smutno. Dusza mi się zamgliła, przyklapła w kącie, chusteczek szuka po kieszeniach. Nic się nie stało. Wczoraj nie było z nią za dobrze, z rana też niespecjalnie, no ale nie zanosiło się na jakiś większy dramat. Po prostu ot, zwyczajne w czasie trwanie, lista rzeczy do zrobienia, zamknięty katalog, brak miejsca na niespodzianki, brak oczekiwania na cokolwiek z wyjątkiem spóźniającego się tramwaju. Nic się nie stało. Wpadła do pracy w ostatniej dostępnej wolności chwili jak uczeń tuż po dzwonku. Torba niedbale rzuciła się na szafkę, w szafie zawisła kurtka, tylko twarz zaspana spóźniła się z wyrazem profesjonalnej pewności siebie i taka zgaszona, szara, obolała poszła na poranną kawę. Nic się nie stało. Dzisiaj jeszcze bardziej niż zwykle nie cierpię telefonów. Słusznie, bo właśnie zadzwonił i teraz cierpię od niego. Na pewno źle zinterpretowałam kontekst, bo słowa przecież mieściły się w słowniku zwrotów konwencjonalnych i emocjonalnie obojętnych. Zwykły zabieg wymiany przedświątecznych uprzejmości. Jakoś samo się zrozumiało inaczej. Nie miałam znieczulenia. Nic się nie stało. Zabolało, kłuje dalej, zacisk trzyma. Gdybym mogła przewinąć ten czas, nie wiem, na jakim zdarzeniu bym przystanęła. Nie na dzwonku tego telefonu, nie na porannym przystanku i nie na wieczornej kawie wczoraj. Jak daleko musiałabym przewijać taśmę życia w poszukiwaniu tego nic, co się nie stało?

5 komentarzy:

  1. "Musisz się odnaleźć tam gdzie jesteś" / J. Carroll/ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie wiesz, jak Cię rozumiem... Trzymaj się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnie napisane.
    Uściski! Dobry czas nastanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby nic się nie stało, ale zabolało...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!